12. ” Niedobrowolne poświęcenie” + Epilog

Rozdział 12

 

Edmund stał zrezygnowany na przedzie armii Narnijczyków. Wszystkie próby i namowy, by Piotr odwołał atak zostały przez adresata po prostu zignorowane.

- Już czas- rzucił Wspaniały przez ramię i ruszył do przodu. Harry Potter zrobił to samo.

- Wyzywam cię na pojedynek, królu Avis- ostatnie słowa wymówił z pogardą- Odzyskaj honor, który straciłeś dopuszczając się haniebnego porwania, za pośrednictwem którego podniosłeś rękę na koronę Narnii. Stań i walcz!

- Nie wiem, o jakim porwaniu mówisz, królu Piotrze. Ale jeśli taka jest twoja wola, stanę z tobą do pojedynku. Na jakich zasadach ma się on odbywać?

- Na śmierć i życie. Teraz, w tym miejscu, na oczach wszystkich.

- Zaczynajmy zatem.

Unieśli broń. I zaczęli.

Wydawać by się mogło, że w całej dolinie wstrzymano oddech. Słychać było tylko uderzenia oręża dwóch władców. Każdy walczył, by zabić.
Nagle COŚ się stało. Nie wiadomo, czy to była wina nieuwagi, śliskiej trawy, czy czegoś jeszcze innego. Harry stracił równowagę i upadł. Piotr podniósł miecz.

# # #

- Nie!- głos Łucji poniósł się po całej dolinie. Dziewczyna wbiegła między walczących tak, żeby zasłonić Harrego przed mieczem Piotra.- Przestańcie!

- Łusia, to ty?- starszy Pevensie nie mógł uwierzyć własnym oczom; upuścił oręż. Lucy uśmiechnęła się i przytuliła do brata.- Ale jak to możliwe? Przecież oni…- wskazał ręką w stronę Pottera, ale siostra mu przerwała.

- Oni o niczym nie wiedzieli. Przynajmniej nie on i Hermiona, i cała obecna tu armia. Z jednym wyjątkiem. Mogłabyś?- zwróciła się do Granger.

- Oczywiście- wyjęła różdżkę i skierowała ją w stronę Rona.- Incarcerous! [zaklęcie wiążące]-ale on zdążył się uchylić. Krzyknął w stronę Sprawiedliwego:

- Jeśli ja nie mogłem jej mieć, ty też jej nie dostaniesz- uniósł różdżkę w kierunku Hermiony. Zielone światło rozbłysło w powietrzu.
Edmund zadziałał instynktownie. Rzucił się w stronę dziewczyny, w tym samym czasie wyjmując miecz. Stal zadziałała jak zwierciadło. Zaklęcie odbiło się i trafiło w Weasley’a.

# # #

Hermiona nie była pewna, co się przed chwilą wydarzyło. Dopiero gdy czyjeś ręce podniosły ją z ziemi i otoczyły, szok minął.  Dziewczyna popatrzyła w twarz Sprawiedliwego i rozpłakała się. On pogładził ją po włosach i wyszeptał:

- Cii, już dobrze. On już więcej nikomu nie wyrządzi krzywdy. Przy mnie jesteś bezpieczna.

- Wiem, Ed. Dziękuję.

- Nie masz za co. Kocham cię.

Nie słyszeli, jak Piotr z Harrym oficjalnie ogłosili przymierze. Nie zauważyli, kiedy armie zaczęły się rozchodzić. Dla nich liczyło się tylko to, że mogą być razem.

 

~~~

 

Epilog- dwa lata później:

 

Hermiona siedziała na ławce w ogrodzie Ker-Paravelu. Obserwowała dwójkę dzieci bawiących się pod drzewem. Nagle podbiegł do niej faun blady jak kreda.

- Pani- wydusił z siebie- władcy, oni… zniknęli…  na polowaniu…

Przypomniała sobie swój najnowszy sen.
” Aslan stojący na środku komnaty, mówiący do niej:
– Wrócą do swojego świata. Tak musi się stać”

I pojęła sens tych słów. Położyła rękę na brzuchu i wyszeptała:

- Tak musiało się stać.

KONIEC

 

 

 

11. „Przydatne czary”

Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Możecie mnie wyklnąć, udusić, zastrzelić- wiem, że zasłużyłam.  Po prostu nie mam czasu usiąść porządnie do laptopa i przepisać nowe rozdziały. Post5aram się poprawić! Dzisiejszy rozdział dedykuję Emi, z najlepszymi życzeniami urodzinowymi. Sto lat!

 

Rozdział 11:

 

Łucja siedziała na zimnej posadzce swojej celi i bawiła się swoim sztyletem. Powoli traciła nadzieję. Straciła poczucie czasu.
Nagle zamek w drzwiach zachrobotał. Mężna, która spodziewała się ujrzeć Ronalda Wesley, zerwała się na nogi na widok brązowowłosej postaci wchodzącej przez drzwi i magiczną barierę. Odruchowo uniosła sztylet. Kiedy rozpoznała przybysza, nie panowała nad sobą. Po prostu rzuciła się na niego.
Hermionę uratował tylko szybki refleks. Zupełnie nie spodziewała się ataku ze strony królowej.

- Jak mogłaś? Zaufaliśmy ci! Zdradziłaś nas!- każde wykrzyczane zdanie poparte było pchnięciem sztyletu. I znowu przydał się refleks. Granger próbowała postawić barierę ochronną, ale ostrze przechodziło przez nią bez oporu. Analizę tego zjawiska dziewczyna pozostawiła na później.

- On ci zaufał, a ty zdradziłaś!

Ta uwaga wstrząsnęła Hermioną na tyle, że zdołała złapać Lucy za nadgarstki i zmusić do posłuchania jej.

- Łucjo, ja nic nie wiedziałam. Przyszłam ci pomóc, uwolnić cię- starała się zachować spokój.

- Niby dlaczego mam ci wierzyć?- głos królowej był zimny jak stal.

- Bo została wysłana przeze mnie- znikąd pojawił się inny głos, pełen majestatu, znany im obu. Mężna od razu podbiegła do jego źródła.

- Aslanie!- wtuliła się w jego grzywę i zaczęła szlochać- Tak bardzo się bałam. A później- teraz spojrzała w stronę Mionki- prawie cię…- nie przeszło jej to przez gardło.

- Co było- minęło. Teraz musicie szybko się stąd wydostać- mimowolnie zamknęły oczy, a kiedy je otworzyły, ON zniknął.
Granger otrząsnęła się pierwsza. Chwyciła Mężną za rękę i poprowadziła ją do wyjścia. Kluczyły po korytarzach, uważając, by nie natknąć się na nikogo. Po nastym z kolei ukryciu się Hermiona klepnęła się w czoło.

- Ale ja jestem głupia- potem dodała- Nie ruszaj się.

Wyjęła różdżkę i machnęła nią w stronę królowej.

# # #

Łucja poczuła się… dziwnie. Jak nigdy przedtem. Owszem, Weasley często rzucał na nią zaklęcia.  Z reguły torturujące. Ale to było coś innego. Spojrzała w dół. Prawie krzyknęła z zachwytu…  Jej ciało znikło. Znaczy nie do końca. Nie było go po prostu widać.

- Zaklęcie Kameleona- wyjaśniła Granger- Ale i tak musimy uważać. Chodź.

Mężna nie pamiętała dokładnie, jak wydostały się z zamku, ale kiedy doszły do lasu Hermiona kazała chwycić się za ramię.

- Tylko nie puszczaj- przestrzegła.

Następnie Lucy poczuła jakby jej wnętrzności wywróciły się na drugą stronę, a chwilę później stała już na ziemi, ale w zupełnie innym miejscu.

- Nie…- usłyszała obok siebie szept- Spójrz.

Jej twarz stałą się blada jak papier, kiedy zobaczyła scenę na dole wzgórza, na którym się znajdowały.

Po dwóch stronach doliny stały dwie armie. Po lewej powiewały sztandary narnijskie, po prawej- hogwardzkie. Nagle zapanowało poruszenie. Naprzeciw siebie wyszły dwie postacie. Pevensie zamarło serce, gdy rozpoznała jedną z nich. Jej Piotr, najukochańszy brat!

- Szybko, bo jeszcze się pozabijają!- dobiegł ją głos Hermiony, któremu przyznała rację.
Popędziły wzdłuż zbocza.

 

 

~ ~ ~

Na razie tyle, w najbliższym czasie dodam rozdział 12, epilog i niespodziankę! Czekajcie cierpliwie!

 

10. Nieoczekiwany sojusznik

Przepraszam was za nieobecność, ale znowu nie było mnie w domu. Ze względu na zbliżający się rok szkolny wpisy powinny pojawiać się częściej. Mogę wam zagwarantować, że opowiadanie pojawi się w całości, w jakim terminie to już nie obiecuję….

Dziękuję wszystkim komentującym za wszystkie komentarze- bardzo motywują, a do wszystkich którzy są ale się nie ujawniają mam gorącą prośbę: pokażcie się!

 

Rozdział 10

 

Harry z Ginny i Hermioną siedzieli w Wielkiej Sali, kiedy posłaniec wbiegł do komnaty, ledwo łapiąc dech. Zdołał powiedzieć:

- Narnia… Zaatakowała…- i zemdlał.

Przyjaciele spojrzeli po sobie niepewnie.

# # #

- Hermiono?- Ginny uchyliła drzwi i wślizgnęła się do sypialni Granger.- Jak się czujesz?

- A jak mam się czuć? Zakochałam się we wrogu, który właśnie zaatakował. Mój przyjaciel odrzucił sojusz, który mógłby zakończyć tę przeklętą wojnę, na dodatek nie wiem czemu. Więc jak, twoim zdaniem, mam się czuć?- dziewczyna naskoczyła na przyjaciółkę, zaraz jednak w jej oczach stanęły łzy.- Co ja zrobiłam, że muszę teraz tak cierpieć?

- Och, kochana- Ginewra przytuliła Mionkę. To wystarczyło za wszystkie słowa.

Po jakimś czasie wstała i ruszyła do drzwi- Trzymaj się. Dobranoc.

Granger skorzystała z podpowiedzi królowej i położyła się, by chociaż na czas snu oderwać się od przykrej rzeczywistości.

# # #

Otworzyła oczy. Leżała w swoim łóżku, patrząc na sufit. Była pewna, że coś ją obudziło. Czyjaś obecność. Wstała i rozejrzała się. Na środku jej dywanu stał lew. Ale nie był to zwykły lew, była tego pewna. To był TEN lew, z narnijskich opowieści, które czytała na Ker-Paravelu. Uklęknęła i pochyliła głowę.

- Aslanie- poczuła ciepłe powietrze otulające ją i dodające jej siły.

- Wstań, Hermiono-kiedy się podniosła, kontynuował- Czemu nie chcesz słuchać głosu swego serca i sama siebie oszukujesz?

- Ja… Brakuje mi odwagi, Aslanie. To wszystko mnie przerasta. Nie chciałam doprowadzić do walk. To moja wina.

- Dziecko, każdy z nas wybiera swoją własną drogę. To od ciebie zależy, za jakimi drogowskazami pójdziesz. Mówisz, że przez ciebie dwaj bracia stanęli przeciw sobie. Możesz to naprawić…- w tej samej chwili obraz przed oczami Granger zmienił się. Przed sobą zobaczyła postać skuloną w rogu komnaty, w brudnych, poszarpanych ciuchach. Lecz nawet w takim stanie Hermiona poznała w niej królową Narnii. Następnie znowu widziała swój kominek i lwa stojącego przed nim.

- Nie rozumiem- powiedziała dziewczyna- Czemu mi to pokazałeś?

- Łucja znajduje się w tym zamku. Uwolnij jedno istnienie, a ocalisz wiele więcej. Wiesz, co robić.

I wiedziała, co robić.

# # #

- Piotr, przemyśl to jeszcze- Edmund próbował przez cały czas odwieść brata od pomysłu ataku (choć miał na to marne szanse- nawet Zuzannie się to nie udało).-Kierują tobą emocje. Nie myślisz racjonalnie.

- A ty zachowujesz się, jakby Łusia w ogóle cię nie obchodziła- ta uwaga dotknęła Sprawiedliwego bardzo mocno. Sam też obwiniał się, że nie zdołał pomóc siostrze. Próbował zaprotestować:

- Piotrek, przecież wiesz, że to nieprawda. Łucja jest dla mnie tak samo ważna, jak dla ciebie.

- Więc to udowodnij- rzucił Wspaniały do młodszego, a później do całego wojska zgromadzonego na łące za nim.- Ruszamy na Hogwart! Odbijemy królową i odpłacimy Avis za zniewagę Narnii! Naprzód!

~ ~ ~

 

I jak wam się podobało? Oceniajcie w komentarzach!

 

 

 

 

 

 

9. ” Niebezpieczne szaleństwo- szalone niebezpieczeństwo”

Na początku chcę was wszystkich przeprosić. Rozdział miałam wstawić już kilka dni temu, od razu jak wróciłam z obozu łuczniczego, ale chwyciło mnie lenistwo i wyszło że dopiero teraz się za to zabrałam. Bardzo przepraszam!

 

Rozdział 9

 

- Nie mogę uwierzyć, że odrzucili nasz rozejm!- głos Łucji niósł się po leśnej drodze, którą jechali wraz z Edmundem- Potter wydawał się takim rozumnym władcą, a tu taki numer- wyraźnie była pod wpływem emocji. Sprawiedliwy też do końca nie mógł zrozumieć, czemu nie zgodzili się na sojusz. Ale nie to najbardziej zaprzątało mu głowę. Przez cały czas miał w myślach twarz Hermiony, kiedy Ronald powiedział w imieniu Harrego, że nie przyjmują propozycji. Ten strach w jej oczach.

Może dlatego stracił na chwilę czujność, a może to było zwykłe zrządzenie losu, że nie usłyszał jak kilka postaci zbliża się do nich od tyłu. Gdy zorientował się, że coś jest nie tak, było już za późno. Najpierw usłyszał jak czyiś głos wypowiada niezrozumiałe dla niego słowo, a potem upadł na ziemię. Ostatnie, co zapamiętał, to skądś znana mu twarz i krzyk Łucji. Później była tylko czerń.

# # #

Ocknął się. Leżał na czymś twardym, na sobie czuł szorstki koc. Chciał wstać, ale gdy tylko się podniósł zakręciło mu się w głowie.

- Wasza królewska mość- w jego polu widzenia pokazała się miła twarz otoczona rdzawymi włosami. Czerwony karzeł pomógł chłopakowi wstać i wyjść na powierzchnię z groty, w której mieszkali współplemieńcy pomocnika, który powiedział:

- Król Piotr czekana waszą wysokość- po czym skłonił się i wrócił w pobliże wejścia do jamy. Piotr odwrócił się na odgłos kroków.  W pierwszym odruchu chciał uściskać brata, ale gdy zobaczył, że ten ledwo trzyma się na nogach, pomógł mu usiąść.

- Edmund, co się stało?- Wspaniały zapytał brata. Do Sprawiedliwego powróciły wspomnienia. Kiedy uświadomił sobie prawdę…

- Łucja…- wyszeptał, a Piotr, zrozumiawszy to samo, zbladł.

- Czy oni…- nie zdołał dokończyć.

- Porwali ją- potwierdził młodszy Pevensie- Trzeba ją odbić. Musimy udać się… Piotrek?- zauważył dziwne zachowanie starszego- Słuchasz mnie? Piotrek!- teraz już naprawdę zaniepokojony potrząsnął nim.

- Porwali ją…- powtórzył bez emocji i spojrzał na brata- Zabiję go. Ja go po prostu zabiję- zerwał się, ruszył w stronę stojących nieopodal koni, a kiedy Edmund chwycił go za rękę, krzyknął- Puszczaj!

W jego oczach Ed zobaczył taką złość, że mimowolnie zrobił pół kroku w tył, ale nie rozluźnił uścisku.

- Puszczaj, mówię!- Piotr bezefektownie próbował się wyswobodzić z żelaznego uchwytu młodszego.

- Przepraszam- powiedział Sprawiedliwy- ale to dla twojego dobra.

Chwycił oba nadgarstki  Wspaniałego i skrępował za pomocą liny, którą wcześniej zauważył w jukach.

- Teraz pojedziemy do Ker-Paravelu. Może Zuzanna przemówi ci do rozsądku.

# # #

Łucja leżała na kamiennej podłodze w celi bez okna. Nie miała już pomysłów na ucieczkę. Sprawdziła każdy zakamarek, ale nie znalazła nawet szczeliny. Lochy były zabezpieczone magią, na którą nie mogła nic poradzić. I nadal pamiętała słowa, które wypowiedział jej porywacz: ” Posiedzisz tu, dopóki Narnia nie podporządkuje się nam. A później nie będziesz miała do czego wracać”.

Ta twarz.
Nigdy jej nie zapomni.
Ronald Weasley.

 

 

~~~

To by było na razie na tyle. Jak wam się podoba?

 

8. ” Ciebie? Nigdy.”

Trochę szybciej, bo wyjeżdżam na obóz. Miłego czytania!

Rozdział 8

- Przyjdźcie wszyscy do mojej komnaty- powiedział Harry- Musimy omówić sprawę pokoju.

- Wiesz, my nie jesteśmy w tym dobre, więc może wy idźcie sami?- spytała Ginny, która chciała omówić pewien plan z Hermioną.

- Według mnie to dobry pomysł- przytaknął entuzjastycznie Ron. Tak więc dziewczyny udały się do komnaty Granger, a chłopacy do gabinetu Pottera. Król usiadł za biurkiem i po wypisaniu odpowiednich grzeczności zamknął oczy i zamyślił się. Nie mógł więc zobaczyć, że jego przyjaciel porusza za nim bezgłośnie ustami. Natychmiast zaczął pisać dalej. Za jego plecami Ron uśmiechnął się z satysfakcją.

# # #

- Ginny, ale ja nie mogę!- Hermiona po raz kolejny próbowała zaprotestować, lecz bezskutecznie.

Jej przyjaciółka cały czas przeglądała jej szafę. Wreszcie, z okrzykiem satysfakcji, wyjęła ze środka długą, liliową suknię. Spojrzała z wyczekiwaniem na Granger, która, nic nie rozumiejąc, patrzyła na nią ze zdziwieniem.

- No,- ponagliła ją królowa- zakładaj. A potem uczesz się jakoś ładnie. Albo wiesz, włosy zostaw rozpuszczone.

- Ale- zaczęła Hermiona- po co?

- Masz randkę z królem Narnii- a gdy ta omal nie zachłysnęła się, dopowiedziała- Bądź o północy w ogrodzie, przy stawie. Załatwię, żeby i on tam dotarł.

- Ginny, co ja bym bez ciebie zrobiła?- dziewczyna przytuliła przyjaciółkę, a gdy ta wyszła po chwili, zaczęła się szykować.

# #  #

Sprawiedliwy siedział w fotelu, gdy rozległo się pukanie do drzwi.

- Proszę!- krzyknął. Do środka weszła jedna z ostatnich osób, jakich spodziewał się ujrzeć. Zobaczył bowiem królową Avis, Ginewrę. Jednak zaraz ukrył zdumienie i ukłonił się.

- Pani, co cię…- nie pozwoliła mu dokończyć.

- Przestań, jestem tu nieoficjalnie. Z wiadomością. Przyjdź 10 po północy nad jezioro. Ktoś będzie na ciebie czekał- i szybko wyszła.

Edmund domyślił się, o kogo chodzi. Uśmiechnął się.

# #  #

- Hej- powiedział Sprawiedliwy do stojącej do niego tyłem postaci.

- Chodź- usłyszał, a potem jakaś niewidzialna siła pchnęła go za nią w głąb ogrodu. Zatrzymali się dopiero pod murem, gdzie mieli pewność, że nikt ich nie zobaczy. Dopiero tam Hermiona zrzuciła maskę obojętności.

- Och, Edmundzie- wtuliła sięw jego pierś- nie powinieneśbył tu przyjeżdżać. Jeśli oni się dowiedzą…

- Cii…- przerwał jej- Jestem tu i już nic na to nie poradzisz- podniósł jej podbródek tak, by na niego patrzyła. W jej oczach dostrzegł łzy, które usilnie próbowała zamaskować.

- Jutro dostaniecie odpowiedź. Musicie wyjechać jak najszybciej- powiedziała.

- Tak szybko się mnie pozbywasz? Już masz mnie dość?- wreszcie Sprawiedliwemu udało się doprowadzić do uśmiechu na twarzy Granger, która udała, że się zastanawia.

- Ciebie?- zapytała- Nigdy.

Wspięła się na palce i go pocałowała, a on odwzajemnił pocałunek. Kiedy się ‚od siebie odsunęli, Edmund zauważył między drzewami jakiś ruch. Jednak kiedy wrócił wzrokiem w tamto miejsce nie zobaczył nic.

” Widocznie mi się wydawało”- pomyślał.

 

###

I jak wam się podoba? Napisałam go jakiś czas temu, ale to chyba jeden z rozdziałów, który najbardziej mi się podoba. Zwłaszcza momeng Edmund- Hermiona. Do napisania prawdopodobnie odopiero za dwa tygodnie- wyjeżdżam na obóz.

Czytasz= komentujesz!,

7. ” Z poselstwem Romea”

Przepraszam za dość długą nieobecność, ale byłam na obozie harcerskim i nie miałam internetu. Postaram się to nadrobić.

 

Rozdział 7

 

- To głupi pomysł- powtórzyła po raz kolejny Zuzanna.

Władcy siedzieli w trójkę, bez młodszego z braci, w sali tronowej i rozmawiali o poselstwie, które miało zostać wysłjane nazajutrz.

- Zuziu, to może się udać. I może Edmund odżyje, jak ją zobaczy- upierała się Mężna.

- Nie chodzi mi o niego, tylko o ciebie. Nie chcę, żebyś jechała. Jesteś…

- … za mała?- wtrąciła Łucja- Proszę cię, przerabialiśmy to już.

- A ty, Piotr? Co sądzisz?- Łagodna zwróciła się do brata, licząc na jego wsparcie.

- Wiesz przecież, że to popieram- po ostrzegawczym krzyku Zuzanny ” Piotrek!”, dodał- Też wolałbym sam pojechać, zostawiając Łusię w zamku, ale to nierealne. Oni muszą pojechać. Wyruszacie jutro rano.

Skinął głową w kierunku sióstr i wyszedł przygotować odpowiednie pismo. Po chwili jednak wrócił i powiedział:

- Niech któraś z was pójdzie poinformować Romea, że niedługo spotka się ze swoją Julią.

Siostry odpowiedziały mu uśmiechami.

# # #

- Popatrz- Ginny wskazała Hermionie jeźdźców na horyzoncie. Obke damy stały na balkonie Wieży Astronomicznej i rozmawiały- Herb Narnii.

- Pójdę powiedzieć Harremu- Granger nie przyznała się, że jej serce podskoczyło, gdy rozpoznała czarnowłosą postać na brązowym koniu.

- Jasne, też zaraz przyjdę do Wielkiej Sali.

# # #

- Wasze wysokości- Edmund i Łucja skłonili się. Avisczycy odpowiedzieli tym samym.

- Co was sprowadza, królu Edmundzie?- Harry zwrócił sié do Pevensie.

- Przybywamy z poselstwem od Wielkiego Króla Piotra, który również jest naszym umiłowanym bratem. Ze względu na to mamy nadzieję o poświadczeniu przez waszą wysokość nietykalności i bezpieczeństwa w Avis- przemówiła Łucja, która umiała zachowywać się jak królowa i czym zaskoczyła  Hermionę. ” Przecież to nie ona” pomyślała.

- Oczywiście- Ginny wzięła sprawy w swoje ręce- Ale najpierw służba zaprowadzi was, za pozwoleniem, do komnat, byście mogli się odświeżyć, a potem spożyć z nami kolację.

- Dziękujemy, wasza wysokość- Łucja skinęła głową. Kiedy Narnijczycy wyszli, Ginny szepnęła do Granger:

- Niezły jest. I cały czas zerkał w twoją stronę.

Mionka zaruminiła się.

# # #

Ja Piotr, z woli Aslana, z wyboru, mocą prawa i mocą swego zwycięstwa Król Najwyższy nad wszystkimi królami Narnii, Cesarz Samotnych Wysp i Pan na Ker- Paravelu, Kawaler Szlachetnego Orderu Lwa, Harremu, synowi Jamesa Pottera, ślę pozdrowienia.

Pragnąc powstrzymać trwającą od niepamiętnych czasów wojnę i uchronić nasze królestwa od niepotrzebnego rozlewu krwi proszę, za pośrednictwem mojego królewskiego rodzeństwa Edmunda, posłusznego nam króla Narnii, Księcia Latarnianego Pustkowia, Hrabiego Zachodniej Marchii, Kawalera Szlachetnego Orderu Stołu i Łucji, Królowej Narnii, Wybranej przez Aslana, o zawarcie traktatu pokojowego z Waszą Wysokością. Wszelkiego pełnomocnictwa udzielam wyżej wymienionemu królowi Edmundowi, w imię Aslana Nieprzyjęcie przez Waszą Wysokość oferty pokojowej traktowane będzie jako otwarte wypowiedzenie walk.

Odpowiedzi oczekuję otrzymać w trzy dni po wyjeździe mojego królewskiego rodzeństwa z Narnii, to jest dwudziestego piątego dnia miesiąca Zieleni, przez wiadomość przekazaną przez wyżej wymienionych.

Podpisano: Piotr, król Narnii, etc.”

 

Edmund złożył pergamin i spojrzał na króla Avis.

- Odpowiemy jutro. Oczywiście nadal jesteście naszymi gośćmi- rzekł adresat.

Ed skłonił się i razem z Łucją wyszedł.

# # #

- Jak myślisz, co odpowiedzą?- Lucy spytała Sprawiedliwego, gdy weszli do przeznaczonych im komnat.

- Skąd mam wiedzieć, Łuśka?- odparł trochę zaborczo.

Dziewczyna roześmiała się i powiedziała:

- Cieszę się, że w końcu wróciłeś do normalności. Hermiona dobrze na ciebie działa.

Król nie odpowiedział

~~~

No, na razie tyle. Podobało się? Przed sobotą postaram się dodać min. jeszcze jeden, który może was zaskoczyć.

Czytasz = Komentujesz!!!

6. ” Różne oblicza miłości”

Tym razem wstawiam notkę z dedykacją. Więc rozdział ten jest napisany dla Emi ( drugi i pewnie nie ostatni raz) za jej motywację oraz dla Felixa, który będzie wiedział dlaczego. Więc przejdźmy do sedna:

Rozdział 6

Przez następne dni Hermiona prawie nie wychodziła ze swojej komnaty. Zjawiała się tylko na posiłkach, choć wtedy i tak duchem nie była do końca obecna. Owszem, rozmiawiała, śmiała się. Stwarzała pozory. Nie uszło to uwadze Sprawiedliwego, ale ten postanowił się nie wtrącać. Oczywiście próbował wyciągać ją na spacery, ale gdy dziewczyna odmawiała, nie nalegał. Dlatego bardzo się zdziwił, gdy podczas jednej z kolacji Hermiona wsunęła mu pod rękę kawałek pergaminu. Było na nim tylko jedno zdanie:

~~~

Przyjdź do mnie o północy.

~~~

Posłał jej pytające spojrzenie, ale ona nie zareagowała, tylko spokojnie rozmawiała dalej z Piotrem, z którym udało jej się znaleźć wspólny język, w przeciwieństwie do Zuzanny. ” Trudno, muszę poczekać do północy”- pomyślał

# # #

Hermiona kręciła się po pokoju w tę i z powrote. Na sobie miała pelerynę podróżną, przy pasie różdżkę. Było już 10 minut po północy. Nagle usłyszała skrzyp drzwi. ” Przyszedł!”

- Przepraszam za spóźnienie, Piotrek mnie zatrzymał- powiedział zamykając drzwi.- Ej, co robisz? Nie musisz wyjeżdżać- dodał widząc jej płaszcz.

- Edmundzie, nie mogę tu zostać.

- Możesz. Nikt ci nie może zabronić. Jestem w końcu królem i…- nie dała mu dokończyć.

- I właśnie dlatego nie mogę. Ed, nie jestem tym, za kogo mnie uważasz. Znasz historię wojny Ker- Paravelu i Hogwartu, prawda?- kiedy przytaknął, kontynuowała- Ja jestem z tamtąd. Mieszkam w Hogwarcie.

- Hermiona Granger…- wymamrotał.

- Mhm. Uwierz, mi też nie jest łatwo. Muszę wracać.

Nie patrzył na nią, kiedy podeszła i stanęła przed nim.

- Ale to nic nie zmienia- wyszeptała- Kocham cię.

Po tych słowach, kiedy podniósł wzrok, pocałowała go. Sprawiedliwy nigdy nie czuł się lepiej. Wiedział, że nie powinien, ale odwzajemnił pocałunek. Mogliby trwać tak wieki, gdyby Hermiona nie przerwała:

- Przepraszam- obróciła się w miejscu i zniknęła. Edmund, po chwili powiedział w przestrzeń:

- Też cię kocham.

# # #

- Hermiona!- krzyk Ginny słychać było chyba w całym zamku.

- Cześć Ginny- zmusiła się do sztucznego uśmiechu- a gdzie Harry i Ron?

- Och- westchnęła królowa- znowu się kłócą.

- To chodźmy ich uciszyć- powiedziała Granger.

Droga do Wielkiej Sali nie była daleka, więc po chwili słyszały krzyki chłopaków. Gdy przeszły przez drzwi, oboje ucichli.

- Witaj Hermiono- zaczął Harry- miło jest znowu cię widzieć.

- Jasne, jaśnke pani zechciała pojawić się na zamku, witamy serdecznie- rzucił Ron z sarkazmem.

- Zaczynam tego żałować- odwróciła się i dopiero w swojej komnacie pozwoliła łzom płynąć.  Czemu to musi być takie trudne? Jej wróg zajął wyższe miejsce w sercu niż przyjaciel. To nie tak miało być. Nadal słyszała jego słowa, które wypowiedział, zanim się do koń.ca przeteleportowała: ” Też cię kocham”. Te trzy słowa znaczyły dla niej więcej niż, o zgrozo, całe Avis.

# # #

- Jak mogłeś pozwolić jej odejść?- krzyki Wspaniałego i Zuzanny dobiegające z sypialni Sprawiedliwego niosły się po całym zamku.

- Nie musicie się na nim wyżywać. I tak was nie słucha- najmłodsza Pevensie wskazała ręką postać leżącą na łóżku bez żadnych oznak zainteresowania.

- Oczywiście, jego by nawet nalot nie ruszył- Piotr wyszedł, trzaskając drzwiami. Zuzanna, teraz już opanowana, skinęła głową w stronę wejścia. Łucja kiwnęła potakującoi wyszła z komnaty wślad za starszym bratem. Zastała go tam, gdzie zawsze. Stał na balkonie przy swojej sypialni, spoglądając na aleki horyzont. Ręce oparł na balustradzie, a kiedy Mężna podeszła do niego i chwyciła go za dłoń, zareaował dopiero po chwili.

- Piotr, co się stało?

Wciąż nie odrywając wzroku morza, władca powiedział:

- Łucja, ja już nie wiem, corobić- spojrzał na nią zbolałymi oczami- Nie chcę stracić ani Narnii, ani brata. A teraz się na to zanosi. Bo oni prawie na pewno zaatakują. Czasami myślę, że nie powinienembył zostać Wielkim Królem.

- Piotruś- Mężna chwyciła go za obie ręce- jak możesz tak myśleć? Aslan dobrze zrobił, że wybrał ciebie. Nie zaprzeczaj, bo to prawda- dodała, widząc że kręci głową.

- Ale to nie zmienia faktu, że możemy mieć na głowie armię Avis.

- Niekoniecznie- powiedziała Łucja, a kiedy brat posłał jej pytające spojrzenie, kontynuowała- nie mógłbyś wysłać poselstwa z prośbą o pokój? Spróbować zawsze można.

- To jest- twarz chłopaka rozpromieniła się- najlepszy pomysł, jaki mógł ci wpaść do głowy!- podniósł ją i zaczął okręcać dookoła.

- Postaw mnie, Piotrek, puść!- Luc nie mogła powstrzymać się od śmiechu.

Kiedy udali się w stronę sali tronowej Wspaniały myślał, że za nic w światach nie oddałby Łusi, swojej (na zawsze) małej siostrzyczki.

 

~ ~ ~

I jak wam się podoba? Proszę o LICZNE komentarze.

5. ” Trudne decyzje”

Rozdział 5

 

Na dziedzińcu rozległ się gong.

- Naprawdę jest już tak późno?- zapytał Edmund- Przechodziliśmy całe popołudnie.

- A ten gong oznacza…- Hermiona wiedziała, o co chodzi królowi.

- Kolację- powiedział rozmarzonym głosem, jakby już wyobrażał sobie góry pysznego jedzenia. Dziewczyna parsknęła śmiechem.

- A ty zjesz z nami- Sprawiedliwy szybko ostudził jej radość.

- Ale ja… Ja przecież. Nie mogę. – zdołała wyksztusić- Tam będzie w końcu król Piotr i królowa Zuzanna i…

- I ja- przerwał jej- Nie ma dyskusji.

Z uśmiechem na twarzy chwycił ją pod ramię i oboje ruszyli do jadalni.

- Wiesz, może jednak pójdę do siebie- Hermiona próbowała się wywinąć.

- Nie uda ci się mnie przekonać- chłopak pociągnął ją przez drzwi do środka komnaty. Troje pozostałych władców już tam siedziało. Nie byli tacy, jakimi Hermiona ich sobie wyobrażała. Usposobienie Łucji znała z wtedy, kiedy była ranna. Ale pozostała dwójka… W Avis opowiadano, że są oni dumni, nie mają skrupułów i że nic ich nie obchodzi. Dlatego zaskoczył ją ich widok, nie jako władców, lecz jako zwykłe rodzeństwo. Hermionę z Edmundem zauważyli dopieropo chwili, kiedy ci zbliżyli się do stołu. Granger, jak nakazywała etykieta, ukłoniła się przed rodzeństwem.

- Królu Piotrze, królowo Zuzanno- powiedziała, nie podnosząc wzroku.

- Nie musisz nas tytułować. Jesteś naszym gościem- usłyszała dźwięczny głos należący, jak się domyśliła, do Zuzanny, a później niższy, niewątpliwie króla Piotra- Usiąd, nie krępuj się.

- Dziękuję.

Reszta kolacji przeminęła na rozmowach i śmiechu. Hermiona poczuła się prawie jak w domu.

# # #

Dziewczyna padła zmęczona na łóżko. Było dobrze po północy, kiedy wróciła do swojej komnaty. Myślała.  Była pewna, że między nią a Edmundem coś zaczęło się rodzić.  A ona nie wiedziała, co robić. Przecież od zawsze wpajano jej, że Narnia to wróg. A teraz ona… Wiedziała, że nie powinna, a jednak nie umiała się powstrzymać. Może po prostu nie chciała? Hermiona uśmiechnęła się do swoich myśli. Po chwili usłyszała cichy stukot w okiennicę. Podniosła się, kiedy szarawa płomykówka usiadła na szafce obok jej poduszki. Przy nóżce ptak miał przywiązany pergamin zaadresowany do niej. Dziewczyna rozpoznała pochyłe pismo Ginny. Zaczęła czytać.

~ ~ ~

Droga Hermiono,

Musisz wrócić i to jak najszybciej. Harry i Ron coraz częściej się kłócą. Boję się, żeby nie doszło do czegoś gorszego. Musisz wrócić. Natychmiast.

Nie odpisuj.

Ginny

~ ~ ~

Granger ukryła taarz w dłoniach. ” Co ja mam teraz zrobić?”- myślała- ” Muszę wrócić. To pewne”

- Powiem mu- wyszeptała do siebie.

 

 

~~~

I jak wam się podoba? Miałam go wstawić w weekend, ale jakoś tak wyszło….

Najnowsza sowa: pierwsza recenzja!

Chcecie przeczytać recenzję mojego fanfiction? Zapraszam tutaj: http://wcieniuksiazek.blogspot.com/2014/06/cos-niecodziennego.html

Liczę na wiele komentarzy. One naprawdę motywują do pisania.

4. ” Dwie strony medalu”

Rozdział 4

 

Usłyszała pukanie do drzwi. No tak, miał przyjść!

- Proszę!

Z ust dziewczyny wyrwał się mimowolny jęk zawodu, gdy w drzwiach zobaczyła driadę- służkę. Ta ukłoniła się i powiedziała:

- Król Edmund przysłał mnie, żebym pomogła Pani się przebrać. Król czeka na Panią w ogrodzie.

Tętno znów przyśpieszyło, gdy usłyszała jego imię. ” Ogarnij się- skarciła siebie w duchu- przecież oni są wrogami”. Hermiona założyła szaty, które przyniosła jej driada i udała się do ogrodu. Chłopak stał przy fontannie, tyłem do niej. Podeszła do niego po cichu.

- Edmundzie- ledwo powstrzymała się od wybuchnięcia śmiechem, gdy tamten podskoczył, niespodziewanie słysząc swoje imię.

- Jeny, ale mnie przestraszyłaś, ekhm, znaczy witaj Hermiono.

Teraz nie zdołała się opanować.  Z jej gardła wydobył się perlisty śmiech. Edmund, po chwili wahania, również się roześmiał.

-Chodźmy się przejść- zaproponował.

- Tak. Chyba mamy sobie wiele do opowiedzenia.

Para nie wiedziała, że jest obserwowana z balkonu przez  dwie młode królowe.

- Wygląda na szczęśliwego- zauważyła Zuzanna.

- Ona chyba na prawdę mu się podoba- Łucja jak zawsze była cała w skowronkach.

- Tak, chyba tak- Łagodna była zamyślona- Byleby tylko nie zaniedbał swoich obowiązków królewskich. Chodź, zostawmy ich samych.

- Ugh- Lucy miała zawiedzioną minę, ale poszła za siostrą do zamku.

# #  #

W tym samym czasie, w Hogwarcie, trwała zażarta kłótnia.

- Jak mogłaś pozwolić jej wyjechać?! Czy ty w ogóle pomyślałaś, co może jej się stać? Nie bez powodu nie zabieramy was na wojnę!- Ron wylewał swoją złość na otoczenie, w tym przypadku na Ginny.

- Ronaldzie Weasley- rudowłosa odziedziczyła parę cech po matce- jak śmiesz na mnie krzyczeć? To, że jesteś moim bratem nie daje ci do tego prawa. To była decyzja Hermiony, żeby wyjechać. Nie mogłam jej powstrzymać. To był jej wybór!

- Ale mogłaś kogoś zawołać. Chociażby straż, powstrzymaliby…

- I aresztować przyjaciółkę? Chyba sobie kpisz!

- Dosyć!- dotychczas Harry, który siedział spokojnie, wstał z tronu i ruszył między kłócące się rodzeństwo.- Sama zdecydowała, więc teraz sama musi sobie poradzić. Naprawdę mi przykro.- dodał, widząc minę swojej żony.

Po czym wyszedł.

 

~ ~ ~

Rozdział trochę krótszy. W sumie nie wiem, co o nim sądzę. Tym razem nikomu nie dedykuję. Pamiętaj: czytasz- komentujesz!

3. ” Pierwszy prawdziwy kontakt”

Ten rozdział dedykuję Oli i Emi z Wampirzyc. Wracacie mi wiarę, że jeszcze ktoś na tym świecie czyta!

Rozdział 3

Nie cierpiała, nienawidziła wręcz mdleć. Kiedy się ocknęła, nie wiedziała, gdzie się znajduje. Hermiona próbowała podnieść się i usiąść, jednak kiedy się poruszyła, zakręciło jej się w głowie i znów opadła na poduszki.

- Hej, spokojnie. Uważaj- usłyszała czyiś troskliwy głos, po czym coś słodkiego wpłynęło jej do gardła.

- Zaraz poczujesz się lepiej.- ta sama osoba, która przedtem przemówiła, pomogła jej usiąść. Dopiero wtedy Hermiona ją ujrzała. Była to dziewczyna, na oko młodsza od niej. Miała długie, brązowe włosy, które upięła w kok, a jej suknia wyglądała na iście królewską.

- Dziękuję- wyhrypiała Hermiona. Miała zadać jeszcze jedno pytanie, ale nieznajoma jakby czytała w jej myślach.

- Jesteś na Ker-Paravelu. Leżysz tu od wczoraj. Uleczyłam ci rękę, ale powinnaś się przez jakiś czas oszczędzać. Jestem Łucja.

- Hermiona- przedstawiła się, ponieważ nie wydawało jej się, żeby młoda królowa skojarzyła ją sobie z Avisem.- A ten chłopak? Ten, który mnie uwolnił?- imię wypadło jej zgłowy.

- Edmund- podpowiedziała Łucja- Aktualnie śpi w swoich komnatach. Całą noc siedział przy tobie, aż w końcu Piotrek siłą zawlókł go do sypialni.- po chwili dodała- Piotr to nasz brat. W sensie mój i Edmunda. Na pewno go zobaczysz. Teraz się połóż. Powinnaś odpocząć.

Kiedy drzwi zamknęły się za królową, Hermiona stwierdziła, że od dawna nie słyszała tak gadatliwej osoby. Po chwili ułożyła głowę na poduszce i, nie wiedząc kiedy, zasnęła.

# # #

Edmund siedział w jakiejś komnacie na tronie, a dookoła niego leżały sterty ptasiepgo mleczka. Kusiły go swoim wyglądemi zapachem, a kiedy miał sięgnąć po jedno, sala rozbrzmiała głosem dziwnie przypominającym Piotra.

- Edek, hej pobudka. Śpiąca Królewno, wstajemy.

Po chwili, kiedy chłopak nie wykazał żadnych oznak wstawania, Piotr przeszedł do bardziej drastycznych metod. Z uśmiechem na twarzy wziął dzban wody, którego zawartość chwilę póżniej znalazła się na głowie młodszego Pevensie.

- Oszalałeś?- krzyknął Sprawiedliwy, jednocześnie wyskakując z łóżka.

- O, wreszcie wstałeś- chłopak uchylił się, gdy poduszka lecąca w jego stronę chybiła o włos. – Czekamy na ciebie śniadaniu. Pospiesz się!- rzucił, wychodząc.

Chwilę trwało,  nim umysł króla zaczął w pełni pracować. ” Jak to na śniadaniu? To znaczy, że przespałem całą dobę!” Szybko ubrał się i jak strzała wybiegł z komnaty. Już z daleka poczuł zapach chleba i owsianki. Kiedy otworzył drzwi, zobaczył resztę swojego rodzeństwa pałaszującego jedzenie. Wszyscy byli uśmiechnięci, nawet Piotr z Zuzanną się nie kłócili. Edmund zabrał się za śniadanie, jednak jego myśli nieświadomie wędrowały do pewnej osoby. Łucja, jakby odgadując, o co mu chodzi, powiedziała :

- Pytała o ciebie. Wczoraj, kiedy się ocknęła.

- Czemu mnie nie obudziliście?- król podniósł głos, po czym zrozumiał, że popełnił błąd. Zauważył również, że rodzeństwo wymienia rozbawione spojrzenia.

- Po pierwsze-zaczęła najmłodsza Pevensie- nie chcieliśmy cię budzić. Po drugie- nie pozwoliła bratu zaprotestować- nie było potrzeby. Dziewczyna zaraz znowu zasnęła. Jak chcesz, możemy iść do niej po śniadaniu.

Chłopak kiwnął głową, nie chcąc, żeby głos zdradził jego emocje. Przez cały posiłek siedział jak na szpilkach. Zjadł szybko, prawie w ogóle nie czując smaku potraw, lecz jak na złość Mężna nie spieszyła się. Przez całą drogę król zastanowiał się, jak Hermiona (imię usłyszał od siostry) zareaguje na jego widok. Kiedy w końcu stanęli przed sypialnią, Łucja powiedziała, że zostawi ich samych, żeby mogli sobie wszystko wyjaśnić. Gdy jej kroki ucichły, chłopak z bijącym sercem zapukał do drzwi i wszedł do środka. Dziewczyna siedziała w łóżku z książką na kolanach. Nie podniosła wzroku znad tekstu. Nie wiedząc za bardzo, co powiedzieć, zaczął:

- Jestem…- nie pozwoliła mu dokończyć.

- Edmund Sprawiedliwy, król Narnii i osoba, która mnie uwolniła- wymówiła, nadal nie unosząc wzroku- Łucja mi powiedziała.

- Po prostu Edmund. Jak się czujesz?

- Lepiej , już ruszam ręką. Tylko szkoda, że nie mogę wyjść do ogrodu. Taki ładny dzień, a ja siedzę sama.

- Teraz siedzisz ze mną- sam nie wiedział, dlaczego to wymówił.

Na ustach dziewczyny zakwitł uśmiech, a oczy wreszcie odważyły się spojrzeć w górę.

# # #

Wyglądał inaczej niż go zapamiętała. W szatach królewskich, bez ziemi na policzkach zasługiwał na miano króla. Jego czarne włosy opadały niesfornie na brązowe oczy, w których Granger zauważyła coś dziwnego. Jakby…

- Czego taka dzielna osoba jak król może się obawiać?

Spojrzał na nią ze zdziwieniem, jakby nie mógł uwierzyć, że to powiedziała.

- Widać to po tobie, w twoich oczach. Tam w lesie miałeś inny błysk, determinację. Teraz to wygląda inaczej. Obawiasz się czegoś.

- Jak ty to robisz? Jeszcze nikt, nigdy… Przepraszam, muszę iść. Przyjdę po południu.

Kiedy drzwi zamknęły się za nim, nie protestowała. Pozwoliła łzom płynąć, a motylki, które miała w brzuchu odkąd on wszedł, odfrunęły.